Niestety, mimo że bardzo lubię, to raczej nie mam smykałki, do tego aby:
- śpiewać (fałszuję)
- tańczyć (bardzo kiepska koordynacja ruchowa)
- malować (mimo dwóch lat bywania na zajęciach plastycznych)
- fotografować (tutaj po troszę zawinił złodziej, który poczęstował się moją "luszczanką", przez co mój samorozwój <czy raczej niedorozwój> fotograficzny został ograniczony znacznie)
- projektować wnętrza (to akurat wydawało mi się, że umiem... ale nie umiem)
- gotować (tak, żeby wyglądało estetycznie i smaczyło dobrze, bo, cytując kolegę Wiktora: Kobieta ze wszystkiego jest w stanie zrobić sałatkę i kapelusik. Sałatkę zrobię, a i owszem)
Jedyny sposób samorealizacji, jaki mi pozostał, to pisanie. Klecę sobie wierszydełka, publicystykę (piekielnie rzadko, bom leniwa, ale coś tam klecę), a dzisiaj popełniłam pierwszą w życiu piosenkę. Z racji tego, że fałszuję (patrz wyżej), nie odważyłam się na katowanie Waszych uszu moim wykonaniem tego zacnego utworu. Za to podzielę się tekstem. Jeśli ktoś miałby ochotę go wyśpiewać w lekko kabaretowej aranżacji, to zapraszam. Od razu się usprawiedliwię, że wszystkie niepotrzebne słówka są po to, by zachować odpowiedni rytm, pod muzyczkę, która leci w mojej głowie. Tirarara, tirarara, tatatititatararita, tak to mniej więcej leci.
Jeśli ostał się tu jeszcze ktokolwiek, kto wątpi w przerażającość mojej twórczości, mam dla niego parę niezbitych dowodów w postaci wycinków z moich wierszy i innych zbiorów literek:
chcę do
mojej bańki
szklanej
bańki
ślicznej
bańki
banieczki
błyszczącej jak
wypolerowana
dupa
Wenus z
Milo
I
tę esencją smako-zapachową wciągnąć należy nosem, uchem, jakąkolwiek dziurą
pustką ziejącą (poza odbytem, żeby potem nie mieć wszystkiego w d…).
Brak
miłości odbiera sens
odświeżaczowi
powietrza
i
nożyczkom do paznokci.
chcę zaklejonych
oczu i głaskania się po nosie
chcę porannych
oddechów i zapachu królika
rozjechanego na
szosie
no tak.
a Wy, jak wyrażacie swoją kreatywność?
a Wy, jak wyrażacie swoją kreatywność?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz